Rozdział 3.
Minęło już parę dni odkąd Risu zaczął uczęszczać do mojej szkoły. Jest taki jak w dzieciństwie. No może trochę się zmienił, ale tylko trochę. Dobrze się czuję w jego towarzystwie, nie muszę ukrywać mojego charakteru, mogę z kimś porozmawiać. Jest dla mnie niesamowitym wsparciem. Mimo, że...
- Shayiaaaa... - Mruknął z łzami w oczach mój sąsiad. Spojrzałam na ławkę obok. Siedział tam Risu. Patrzał na mnie jego smutnymi, a zarazem pięknymi oczami. Zarumieniłam się lekko i odwróciłam wzrok.
- Czego chcesz?... - Mruknęłam. Mimo, że czasem mnie denerwuje.
- Pomóż mi w nauce... Nie ogarniam fizyki. A jeśli nie napiszę tego testu na chociaż 30 punktów to będzie źle... - Powiedział i spojrzał na mnie oczami szczeniaka. Westchnęłam cichutko.
- Okej, ale w zamian stawiasz mi obiady przez miesiąc. - Odpowiedziałam składając książki, a następnie wkładając je do plecaka.
- Super, zgadzam się! - Uśmiechnął się.
Przez następny tydzień udzielałam mu korepetycji. Był mądry. Wystarczyło raz mu coś wytłumaczyć i wszystko rozumiał. Gdyby tylko słuchał na lekcjach byłby jedną z mądrzejszych osób w szkole. Oczywiście po ogłoszeniu wyników miał mnie zabrać na ramen, tak więc od razu po lekcjach tam poszliśmy.
Gdy czekaliśmy na zamówione ramen zaczęliśmy rozmawiać o starych czasach. Rozumieliśmy się bez słów.
- A-a pamiętasz to jak... - Nie dokończyłam zdania, a on już się śmiał. Ja także.
- Jasne, jasne! Twoja mina był wtedy niesamowita! A gdy Kyoko weszła do... - Tym razem to on nie dokończył, a ja prawie ze śmiechu spadłam ze stołka, na którym siedziałam. To przywoływało wspomnienia. Mówił akurat o jego młodszej siostrze. A dokładnie o niej i o tym, jak weszła do jakiejś dziury i nie mogła wyjść. Cały dzień próbowaliśmy z Risu ją wyciągnąć. Udało się dopiero wtedy, kiedy tam wskoczyłam i jej pomogłam. Z kolei wtedy ja wyjść nie mogłam i koniec końców rodzice nas wyciągali.
- To były czasy... - Uśmiechnęłam się, gdy się uspokoiłam. Zaczęłam rozmyślać o moich dawnych znajomych, a uśmiech mi się powiększał.
- Ramen do stolika 3. - Powiedział dziadek stojący za ladą, a jakaś brunetka z włosami do ramion przyniosła nam zamówienie.
- Arigato. - Podziękowałam jej i rozłożyłam pałeczki. Nasz posiłek pięknie pachniał, a wyglądał jeszcze lepiej.
- Smacznego! - Powiedziałam równo z moim przyjacielem. Zaśmialiśmy się oboje i zaczęliśmy jeść. Gdy skończyliśmy posiłek zaczęliśmy jeszcze krążyć gdzieś po mieście. Dopiero o 22, gdy było już ciemno wracałam do domu razem z Risu, bo ten uparł się, że mnie odprowadzi. Gdy przechodziliśmy obok jakiejś budki z jedzeniem zauważyłam dwie osoby z mundurkami z naszej szkoły. Jedną jakoś tak kojarzyłam. Zatrzymałam się i spojrzałam na nich. Po chwili zobaczyłam twarz chłopaka.
- Przewodniczący? ... - Zdziwiłam się. To niezwykłe spotkać go o tej porze i to z dziewczyną. Już miałam odwrócić wzrok i dogonić Risu, bo ten chyba nawet nie zauważył, że się zatrzymałam. Zaczęłam iść. Ostatni raz spojrzałam na przewodniczącego. Wtedy zobaczyłam, że całuje się z tą dziewczyną. I wtedy zauważyłam, że jest piękna. Miała gęste, brązowe włosy sięgające lekko za ramiona. Były pokręcone. Miała na sobie mundurek naszej szkoły. Był lekko za duży, ale ładnie w nim wyglądała. Na plecach miała plecak w kolorowe paski. Nigdy jej nie widziałam. To dziwne, w końcu ten mundurek.
W każdym razie niesamowicie się zdziwiłam. Stałam jak kołek. To może być niezły szantaż na przewodniczącego. Wyciągnęłam szybko komórkę i zrobiłam im zdjęcie.
- Shayia! Chodź, co ty tam robisz? - Krzyknął Risu. Spojrzałam na niego zdziwiona i dobiegłam do niego.
-Aaa, przepraszam. Zamyśliłam się. - Znalazłam wymówkę i uśmiechnęłam się lekko. - Chodźmy już. - Mruknęłam, uśmiechając się. On odwzajemnił uśmiech. Zaczęliśmy znikać w ciemnościach.
Następnego dnia było ciepło, więc ubrałam tak mało, ile mogłam, czyli cały mundurek bez kamizelki. Chociaż tyle, że rękaw był krótki. Włosy zostawiłam rozpuszczone, bo nie mogłam znaleźć gumki do włosów. Spakowałam się szybko i zjadłam śniadanie. Dziesięć minut przed rozpoczęciem lekcji wyszłam z domu. Wiedziałam już, że się spóźnię, ale chyba jedno spóźnienie mi wybaczą. Miałam taką nadzieję, ale nauczyciel na zadowolonego nie wyglądał, gdy weszłam na lekcję w środku lekcji. Nie moja wina, że pociąg się spóźnił. W każdym razie... Nauczyciel ostro się na mnie wkurzył. Odpyskowałam mu, przez co wysłał mnie do przewodniczącego. Nie mając innego wyboru poszłam pod drzwi i zapukałam. Kiedy usłyszałam upragnione " Wejść " złapałam klamkę i otworzyłam drzwi. Powoli wkroczyłam do pokoju był w nim tylko brunet.
- No tak, inni są na lekcjach. - Przeszło mi przez myśl. - Ciekawe czemu on na nie nie chodzi... - Zamyśliłam się.
- O co chodzi? - Z zamyślenie wyrwało mnie te pytanie. Przewodniczący patrzał na mnie znudzonym wzrokiem. Westchnęłam cicho i usiadłam na jakimś krześle.
- Spóźniłam się na lekcje. Pociąg miał opóźnienie. -Odparłam. On zamyślił się na chwile i otworzył jakiś zeszyt. Widziałam, że coś wpisuje.
- Heej... - Mruknęłam i podeszłam do niego. Położyłam ręce na jego szyi i niebezpiecznie się do niego przybliżyłam. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, nie był ani zdziwiony, ani radosny, ani ciekawy. Nic.
- Mam prośbę. - Szepnęłam mu do ucha. - Nie mów nikomu o tym spóźnieniu i nie wpisuj tego do tego twojego magicznego zeszyciku. - Powiedziałam.
- Nie. - Odpowiedział krótko. Westchnęłam i oddaliłam się od niego. Stwierdziłam w myślach, że muszę podjąć ostateczne środki.
- Więc wszyscy będą musieli dowiedzieć się o tym... - Powiedziałam pokazując mu zdjęcie zrobione wczoraj. - Chyba tego nie chcesz, czyż nie? - Uśmiechnęłam się cwaniacko, a on cicho westchnął.
- Czyli taka naprawdę jesteś? Ja tu słucham często jak nauczyciele i inni Cię chwalą, a w tej grzecznej dziewczynce siedzi diabeł. - Odparł zamykając zeszyt.
- Mam nadzieję, że o tym też nikomu nie powiesz. - Uśmiechnęłam się delikatnie i skłoniłam. - Dzięki. - Odwróciłam się i już miałam wychodzić, ale ten złapał mnie za nadgarstek i przycisnął do ściany. Przestraszyłam się lekko. Chciałam powiedzieć, żeby mnie puścił, lecz nim to zrobiłam, to poczułam coś miękkiego na ustach. Moją twarz zalała fala gorąca. Pocałował mnie. Odepchnęłam go szybko i wybiegłam z pokoju. Byłam czerwona jak burak. Nie spodziewałam się z tego.
- Teraz nikomu tego nie powiem. - Uśmiechnął się triumfalnie chłopak, ale tego już nie słyszałam, ani nie widziałam. Pobiegłam szybko na dach szkoły, aby się trochę uspokoić. Tam zobaczyłam Risu. Szybko do niego podeszłam i usiadłam obok niego, tak, że przylegałam moimi plecami do jego pleców. Spojrzał na mnie przez ramię, a ja się jeszcze odwróciłam i oparłam głowę o jego plecy.
- Dlaczego nie jesteś na lekcji? - Spytałam cicho. - Czyżbyś wagarował? - Udałam zdziwiony ton, a następnie obydwoje się cicho zaśmialiśmy. Pamiętam, że jego ciotka zawsze mówiła takim tonem. Chciałam się uspokoić po tym pocałunku, więc postanowiłam, że pośmieje się trochę z Risu. Rozmowa z nim bardzo mi pomogła, wiedział jak poprawić mi humor, chociaż nie wiedział, że potrzebuję tej poprawy. Inaczej mówiąc robił to nieświadomie. Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę na dach zaczęli przychodzić ludzie, więc wstałam i razem z Risu poszłam pochodzić po szkole. Oczywiście zaczęliśmy od spacerku po dziedzińcu, a potem po szkole. Gdy chciałam wejść dużymi drzwiami do budynku przejście zatamowała mi brunetka, o włosach sięgających do ramion, zielonych oczach i pięknej jasnej cerze. Płakała. Nie wiedziałam o co chodzi.
- To przez Ciebie! - Krzyknęła. Spojrzałam na nią zaskoczona i zmarszczyłam brwi.
- O co chodzi? Czemu płaczesz? - Spytałam niepewnie. Chciałam ją dotknąć i zaprowadzić do pielęgniarki, ale ta odepchnęła moją rękę i uderzyła mnie w policzek.
- To przez Ciebie Shō-chan ze mną zerwał! - Z każdą chwilą coraz bardziej płakała. Ja nadal nie wiedziałam o co chodzi. Patrzałam na nią pytającym wzrokiem.
- Ale o co cho... - Nie dokończyłam, bo ta się zamachnęła krzycząc " Nie rób ze mnie wariatki! ". Myślałam, że poczuję ból na policzku, więc zamknęłam oczy, ale nic takiego nie nastało. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam, jak przewodniczący trzyma jej dłoń i lekko się uśmiecha.
- Nie waż się tknąć mojej nowej dziewczyny. - Uśmiechnął się szarmancko i objął mnie ramieniem. Wszyscy razem z Risu zdezorientowani stali z boku i patrzeli na nas. Spojrzałam na niego zdziwiona. On się do mnie uśmiechał. - Chodźmy kochanie. - Powiedział patrząc na mnie. Zaczął iść, a ja obok niego. Cały czas obejmował mnie ramieniem. Powoli analizowałam w głowie co się dzieje.
Gdy w końcu zrozumiałam byliśmy już w pokoju rady przewodniczącej. Puścił mnie i usiadł na swoim biurku.
- Co to ma znaczyć?! - Krzyknęłam zdenerwowana i zdezorientowana. Otworzył jakąś książkę i zaczął czytać. - Ej! Nie olewaj mnie! - Byłam naprawdę zdenerwowana.
- To mój warunek. - Odparł nie patrząc na mnie.
- Huh... ? - Spojrzałam na niego. Coraz bardziej się w tym gubiłam.
- Będziesz udawać moją dziewczynę, a nikt nie dowie się o twoim charakterku i nie będziesz miała problemu przez spóźnienie. - Uśmiechnął się arogancko. Nie wiedziałam co powiedzieć, więc po prostu wyszłam i poszłam na lekcje. Przez cały dzień wszyscy zadawali mi pytania, a w całym mieście było już wiadomo, że spotykam się z przewodniczącym. Postanowiłam, że pobawię się w tą jego grę.
- Tak, jestem jego dziewczyną. - Odpowiedziałam z miłym uśmiechem na pytanie jednej z dziewczyn.
_____________
TROLOLOLOLO. SO NUDNY ROZDZIAŁ.
Gomen, miałam wene i pomysł, ale nie potrafiłam tego napisać, więc wyszło jak wyszło. Proszę wypiszcie mi błędy oprócz :
- Ortografii
- Interpunkcji
- Prędkości tego wszystkiego.
Bo o tym to akurat wiem, ale inne błędy to wiecie... Chętnie zobaczę. : >
No to tyle. Pa!